Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własne książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą własne książki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2025

Własna książka

      Pisałem już kiedyś, że sam napisałem parę pozycji książkowych, raczej może obszerniejszych noweli pod wpływem twórczości L.M.Montgomery. Chciałem dzisiaj wrócić do książki pt. "Tam skarb gdzie serce me". Jest to kontynuacja "Odnalezionego skarbu" o którym pisałem już wcześniej na tym blogu, https://aniazzielonegowzgorzainspiracje.blogspot.com/2023/02/odnaleziony-skarb.html w dniu 16 lutego 2023 roku i nadmieniłem, że dalsze dzieje to właśnie "Tam skarb gdzie serce me". Pragnę przytoczyć fragment książki ukazujący opis wzajemnej relacji głównych bohaterów, ich wzajemnej miłości i oddania:

   "Odnaleźli się na tej pustyni życia, gdzie nie jest tak łatwo poradzić sobie z trudami życia, ale będąc razem uzupełniali się i było im łatwiej je pokonywać. Gdy wiał silny wiatr Mateusz jak ogromny klon swymi konarami osłaniał kruchą roślinkę, a gdy zaświeciło słońce, na twarzy Janiny rozpromieniało swe płatki jak kwiat dając promienie ciepła, odbijające się kolorowo w koronie jego czoła. I tak wzajemnie splątani cieszyli się, że na wszystkie ewentualności pogody życia, mają rozwiązania w zależności od kierunku nadchodzących  zmian, dostosowując swe postawy do otaczającej sytuacji. Gdy biły gromy, chowali się za skały, a gdy spokojne morze muskało w nich fale, płynęli razem na łodzi przyjaźni i życzliwości. Gdy Janina była zmęczona, Mateusz sadowił ją na huśtawce i powoli popychał za jej ramie w tak kołyszącego się wiatru. Rozpędzał ją coraz bardziej dając uczucie lecącego ptaka, co skrzydła rozwija i tak mogła błogo odpoczywać w jego potężnych ramionach. Tak trwając we wzajemnej życzliwości tworzyli zgraną parę, on jak wielkie drzewo z rozłożystymi ramionami, a ona zawieszona na jednym a nich, leciutko uśmiechnęła się do niego, dając blask swego lica, wypływającego z wnętrza serca mu wdzięcznego. I czasem słońce w swych promieniach burzy kolorów ożywiało spokój wieczora. Bo choć byli w ogrodzie miejskiego swego domu, to wystarczało im to, by nabrać sił na dalsze trwanie i zmierzyć się potem z kłodami życia płynącymi po powierzchni wody, jak zatapiające tsunami, kiedy tylko burze gromadziły się na horyzoncie. Tak Mateusz i Janina tworzyli piękną parę, gdzie delikatność, szczerość i dobroć ukrywały się w korowodzie kwiatów ich serc."

 

 




 

czwartek, 16 lutego 2023

Odnaleziony skarb

      Chciałem dzisiaj przedstawić Wam moje dzieło, a mianowicie książki, które udało mi się samemu napisać, a mam nadzieję wpisujące się w klimat twórczości L.Maud Montgomery, gdyż zawsze byłem pod wrażeniem jej pisarstwa, a przede wszystkim poszukiwania w życiu miłości, przyjaźni i akceptacji. Pierwsze dzieło to "Odnaleziony skarb" i kontynuacja zawarta w drugim dziele "Tam skarb gdzie serce me". Oczywiście książki moje nie są jakiegoś wielkiego formatu czy to objętościowo czy tematycznie. Jestem amatorem i swoje książki sam wydałem, napisałem, oprawiłem i skleiłem. Pierwsza pozycja, to jak piszę w notce to: Romantyczna historia wędrówki przez Polskę Mateusza z synem Filipem po niespodziewany skarb. Opowieść o przyjaźni i spełnieniu marzeń tak bardzo poszukiwanych w naszym życiu. Druga pozycja, która jest jej kontynuacją to: Dalsze dzieje osób Janiny i Mateusza zapoznanych w książce "Odnaleziony skarb", wzruszająca opowieść o spełnieniu ich marzeń oraz przygody Mateusza ze synem Filipem ponownie na trasie wędrówki. Moje pozycje czyta się "z zainteresowaniem i nie można się od nich oderwać i ciągle się jest ciekawym co dalej" jak powiedzieli mi moi bliscy, gdy je czytali. Przytoczę tutaj fragment aby może i Was zainteresować...


"Wiadomość o zapomnianym spadku dotarła do Mateusza wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebował. Nigdy nie żył w dobrych relacjach ze swoją ciocią Zuzanną, siostrą ojca, choć ta darzyła go dobrymi względami. Ciocia, a był zdziwiony, że właśnie jemu, zapisała sporą część swojego majątku. Jego sytuacja materialna obecnie była nie najlepsza. Brakowało mu wszystkiego, zarabiał nie wiele, a miał na utrzymaniu syna. Dlatego też bardzo się ucieszył, że "kochana" ciocia pomyślała o nim i przeznaczyła dla niego część swojego majątku. Większą część dostała jej rodzina najbliższa. A było to już jakiś czas temu, więc tym bardziej zdziwił się, że teraz dostał wiadomość, że jemu też należy się spadek. Dokładnie nie było wymienione ile pozostawiła mu ciocia Zuzanna, bo tego dowie się po przybyciu na miejsce, ale na pewno można było liczyć na sporą sumkę, bo jak wiedział, ciocia była bogata. Papierowy testament nie wymieniał konkretnej sumy, ale było napisane tak: "dla mojego kochanego bratanka Mateusza As-Zawiadowskiego zostawiam i zapisuję wyposażenie mojego domu letniskowego w Pobórce Wielkiej, jak i cały dom z gruntami i lasem przyległym" z jednym zastrzeżeniem, "odbiór osobisty"....

Może uda mi się kiedyś znaleźć jakiegoś wydawcę, który byłby zainteresowany wydaniem moich książek, ale na razie prezentuję tutaj swoje dzieła, by pokazać co piszę i jakie były moje inspiracje. W tej krótkiej prezentacji na pewno nie oddaje charakteru całego mojego dzieła, bowiem ma on wiele wątków i porusza wiele tematów, a czyta się z zainteresowaniem. Dziś mamy takie czasy, że coraz trudniej jest o normalność, spokój, życzliwość i umiar i nie gonienie za sensacją.... Nadmienię jeszcze, że pierwsza moja książka powstała w roku 2018, a druga część w 2020.









poniedziałek, 5 września 2022

Spełnione wakacje cz.3

     Jola z ciocią Aliną przygotowywały śniadanie, a Mirek poszedł do studni. Znajdowała się ona na podwórzu z drugiej strony domu u cioci Julii i wujka Juliana. Aby tam się dostać, musiał Mirek przejść przez furtkę w płocie z desek, odgradzający posiadłość cioci Aliny od rodziny siostry Julii, Ziętarków. Ciocia Alina mieszkała osobno i sama się gospodarzyła, a jej siostra razem ze swoją rodziną prowadzili całe to wielkie 25 hektarowe gospodarstwo. Tam pracy było mnóstwo. Mirek i Jola spędzali wakacje raczej u cioci Aliny, ale mimowolnie kontaktowali się z rodziną drugiej cioci. Gdy Mirek poszedł do studni, akurat trafił jak ciocia Julia dawała jeść kurom i ich pisklętom na podwórzu. Zaciekawiony podszedł do niej, aby zobaczyć pisklęta.

    –  Dzień dobry ciociu!  –  rzekł Mirek.

    –  Dzień dobry, chcesz popatrzeć jak karmię pisklęta?  –  zapytała

    –  Tak, bardzo!

    –  Cip, cip, cip  –  wołała ciocia Julia i mnóstwo kur i ich piskląt przyleciało do rozsypywanego ziarna i resztek wczorajszego jedzenia. Mirek pomagał cioci rozsypywać ziarno. Jak zobaczył takie mnóstwo piskląt, zaraz chciał wziąć jednego na ręce. I nawet dawały mu się brać, choć były głodne i wolały być ze swymi na posiłku.

    –  Czy mogę pokazać Joli pisklęta?  –  zapytał.

    –  Raczej niech jedzą  –  odparła ciocia Julia.

    Mirek postawił pisklaka na ziemi i pobiegł po Jolę.

    –  Jolu, choć zobaczyć pisklęta –  wołał do kuzynki wbiegając do ogrodu.

    –  Przyniosłeś masło i wędlinę?  –  zapytała ciocia Alina.

    –  Ojej zapomniałem, już idę  –  odparł Mirek.

    Jola i Mirek poszli razem do studni. Joli bardzo się spodobały pisklęta. Głaskała i pieściła je mile. Mirek międzyczasie wyciągnął masło i wędlinę ze studni. Zabawa z pisklętami przeciągała się i po pewnym czasie dało się słyszeć głos zza płotu cioci Aliny.

    –  Dzieci, chodźcie na śniadanie.

    –  Już, już idziemy  –  zawołali razem Jola i Mirek.

    Właśnie w tej chwili wyszedł z sieni ich kuzyn Mateusz lat około 7. Gdy ich zobaczył, przyłączył się do nich i chciał się bawić razem z nimi i pisklętami.

    –  Musimy już iść Mateuszu   –  wołały dzieci.

    –  Czy mogę do was przyjść?  –  zapytał Mateusz.

    –  Dobrze, ale my teraz idziemy na śniadanie  –  stwierdzili zgodnie.

    –  Mateuszu, chodźże wreszcie na śniadanie  –  słychać było surowy głos cioci Julii z kuchni.

    Mirek i Jola poszli szybko do siebie na śniadanie, a Mateusz do siebie. U cioci Julii była jeszcze jej córka Renia lat 12 oraz dwoje synów starszych wiekiem Jasio lat 20 i Wiesio lat 22, którzy ze swoim ojcem Julianem lat 51 gospodarzyli na posiadłości. Córka Renia pomagała mamie w kuchni i w domu oraz przy wychowaniu Mateusza. Tam nie mieli czasu na nic.

Liczyła się praca i obowiązek. Całe gospodarstwo wymagało ciągłej czujności. Trzeba przyznać, że prowadzili go nienagannie. Wujek Julian dowodził całym przedsięwzięciem. Rozdawał polecenia, co, kto i kiedy ma robić i jaka praca jest najpilniejsza. Wszystkie prace musiały być zrobione na czas. Nie można było się ociągać. Chyba, że pogoda krzyżowała plan pracy, wtedy korygował kolejność zajęcia. Jego synowie Jasiu i Wiesio pomagali mu ogromnie we wszystkich pracach. Ciocia Julia i wujek Julian mieli jeszcze dwójkę starszych dzieci, ale one były już na swoim, daleko w kraju. Przyjeżdżali sporadycznie w odwiedziny. Tak, więc cały ciężar gospodarzenia spoczywał na barkach rodziny Julii i Juliana Ziętarków.

    –  Długo was nie było  –  stwierdziła ciocia Alina.

    –  Ciociu, jakie tam są śliczne pisklęta  –  powiedziała Jola.

    Ciocia uśmiechnęła się i zapraszała Jolę i Mirka do posiłku przygotowanego na stole polowym przed kuchenką. Mirek widział, że ciocia Alina większymi względami darzy Jolę i że jej wybaczy spóźnienie, więc bez obawy z uśmiechem pod nosem usiadł na ławce przy stole pod gruszą. Lubił te posiłki na wolnym powietrzu, dodawało apetytu. Ciocia Alina bardzo dbała o nich. Nie chciała, aby siostry zarzuciły jej, że zaniedbuje ich pociechy. Mirek był synem jej ulubionej siostry Marusi z Rzeszowa, a Jola córką kolejnej siostry Grażyny z Łodzi. Wszystkich sióstr ogółem było sześć i do tego jeden brat, ale ten mieszkał za granicą, gdzie wywędrował w czasie wojny do Brazylii. Cała rodzina zresztą, cieszyła się od dawna dobrą opinią. Wszyscy w okolicy znali sympatyczne siostry Kruszynki i kiedyś ich rodziców Genowefę i Jakuba, czyli dziadków Mirka i Joli. Tak, więc, nasi wakacjusze na Niwie Karolińskiej zawsze mogli spotkać się we wiosce ze sympatią i dobrym słowem. Szczególnie, gdy byli w sklepie czy na plebani u proboszcza.

    Ładna pogoda zachęcała Mirka i Jolę do zabawy w ogrodzie. Wymyślali sobie przeróżne zabawy. Po śniadaniu pobiegali trochę po ogrodzie, choć ciocia Alina zapowiedziała im, aby uważali na kwiaty, aby ich nie podeptać w czasie zabawy. Tego się trzymali, aby nie zrobić cioci przykrości i chodzili raczej wydeptanymi ścieżkami. Wszystko ich ciekawiło. Gdy zobaczyli jakiś ładny zakątek, to na chwilę chowali się w nim. Znowu, gdy natrafili na ładnego motyla to zaczęli mu się przyglądać, a potem gonić go bez pozytywnego efektu złapania. Wszędzie było ich pełno. Ciocia Alina miała duży ogród, więc było gdzie chodzić. Po pewnym czasie, gdy byli już trochę zmęczeni, przychodzili do dużego klonu i huśtali się na huśtawce zrobionej z łańcucha i deseczki, zamocowanej na grubej gałęzi. Deseczka była luźna i zakładali ją na ten łańcuch i huśtali się na zmianę. Huśtawkę wykonał kiedyś dla nich jakiś znajomy cieśla cioci Aliny z Karolina. To miejsce przy huśtawce pod klonem, było ulubionym miejscem zabaw Mirka i Joli. Każdą wolną chwilę spędzali w pobliżu klonu i huśtawki.  /.../

 

 


 

 


 

 





czwartek, 1 września 2022

Spełnione wakacje cz.2

     


     Mirek po porannej toalecie postanowił się ubrać i pójść do polowej kuchenki, aby zobaczyć, czy czasem nie ma czegoś do zjedzenia. Pomyślał, że ciocia Alina i Jola pewnie niedługo wstaną, ale on tym czasem coś sobie uszykuje do zjedzenia. Znalazł bułkę i trochę powideł, więc sam zrobił sobie śniadanie. Trochę mleka zaspokoiło jego pragnienie. Kuchnia polowa była głębiej w ogrodzie koło budynku piekarnika i obory, ale z boku. Nieopodal stał metalowy piecyk polowy tzw. koza na drzewo i węgiel z kominem wychodzącym wprost do gałęzi drzewa, które tam obok rosło. Ciocia Alina gotowała dzieciom na tym piecyku właśnie obiady lub mleko, czy wodę na herbatę.  Nie mieli lodówki, więc wszelkie potrawy wymagające chłodu trzymali w studni na podwórzu. Spuszczali masło czy wędlinę w siatkach blisko lustra wody na sznurkach, aby było wszystko schłodzone najbardziej jak można.

      Za tym piecykiem z boku znajdowało się drzewo, gruby jawor. Mirek bardzo lubił siadać na jego dużym korzeniu przy kuchence. Był wielkością akurat do jego wzrostu. Naprzeciw kuchenki ciocia zrobiła stół z ławkami pod gruszą dla swoich „wczasowiczów”, ale Mirek wolał swój korzeń. Tak siedział samotnie i jadł bułkę z powidłem i patrzył w dal ogrodu. Bardzo mu się tu podobało spożywać posiłek. Obok drzewa stała mała szopa z ławeczką przed nią. W szopie ciocia Alina trzymała zapasy owoców i inne jedzenie jak miód czy orzechy. Poza tym znajdował się tam również rower damka, marki „Diamant”, którym jeździła ciocia na zakupy i do kościoła. Ale on również też mógł na nim jeździć, czy to po sprawunki do wioski, czy do lasu. Choć był jeszcze małym chłopcem, dzięki temu, że rower był właśnie damski bez ramy poprzecznej jak w przypadku rowerów męskich, mógł bez problemu dosięgnąć pedałów bez siedzenia na siodełku. Nieraz „Diamant” służył cioci za wózek towarowy do przewożenia większego ciężaru typu; worek z jabłkami lub ziarnem. Kładło się właśnie taki worek na wygięciu ramy i podtrzymując świetnie transportowało towar w wyznaczone miejsce.

     W szopie poza tym panował swojski klimat. Zapach owoców i różnych zapasów mieszał się z zapachem przyrządów pszczelarskich i był bardzo miły. Ciocia Alina prowadziła swoją pasiekę pszczół i miała duże osiągnięcia. Tak, więc Mirek bardzo lubił wchodzić do owej szopy i szukać potrzebnych rzeczy. Ciocia Alina trzymała tam również swoje narzędzia ogrodnicze, jak i wszelkiego rodzaju narzędzia typu: młotek, siekiera, obcęgi, kleszczyki, gwoździe czy śruby lub drut. Mirek często korzystał z tego raju, bo lubił majsterkować, a ciocia Alina pozwalała mu na to.


    –  Dzień dobry Mirku!  –  usłyszał głos swojej dziesięcioletniej kuzynki Joli.

    –   A cześć!  –  Już wstałaś?  –  zapytał Mirek.

    –  Tak, dość już tego spania, taki ładny dzień  –  odezwała się Jola.

    –   Co będziemy dzisiaj robić?  – zapytał.

    –   Może pogonimy się w ogrodzie?

    –  Może być, choć wolałbym wyjść na jakieś drzewo  –  stwierdził Mirek.

    –  Wiesz, że ciocia zabroniła mi wychodzić na drzewa  –  powiedziała Jola.

    –  Tak wiem, ale przecież będziemy uważali  –  dodał Mirek.

    –  Nie, wolę pogonić się w ogrodzie –  zdecydowanie stwierdziła Jola.

    –  Dobra, niech będzie.

    –  Ale najpierw muszę coś zjeść.

    –  A gdzie jest ciocia?  –  zapytał Mirek.

    –  Zaraz przyjdzie, powiedziała, żebym na nią tu poczekała.

    –  Ja sobie zrobiłem wczorajszą bułkę, może jeszcze jest druga w kuchence?  –  stwierdził Mirek.

    Na to wszystko przyszła ciocia Alina.

     –  Dzień dobry, zaraz zrobimy posiłek  –  powiedziała ciocia  –  Mirku przynieś mi ze studni masło i wędlinę  –  dodała.

    –  Dobrze, już idę  –  odpowiedział.


c.d.n.




poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Spełnione wakacje

      Dziś postanowiłem rozpocząć na tym blogu, prezentację mojej książki, którą napisałem w 2018 roku pt. "Spełnione wakacje". W swoim "dorobku" mam parę swoich dzieł i chciałbym pokazać jak mi się udało pisać swoje prace w sumie pod wpływem twórczości L.M.Montgomery. Jej dorobek pisarski, który poznałem jeszcze może nie cały, wiąże się z moimi podobnymi odczuciami postrzegania rzeczywistości. Na ile mi się udało to zrobić, to mam nadzieję, że sami ocenicie, choć mój blog o "Ani" nie jest jeszcze tak w pełni rozwinięty, bo raczej to są dopiero początki. Trochę odwiedzających ten blog może zainteresuje co sam pisałem i jak całe przygody Ani i innych książek L.M.Montgomery  wpłynęły na moje pisarstwo. A jest tego kilka pozycji, wymienię choćby tytuły: Odnaleziony skarb, Pod niebem Afryki - Jambito, Listy do moich rodziców, i drugą część Odnalezionego skarbu - Tam skarb, gdzie serce me. Spełnione wakacje jest najbardziej zbliżoną do twórczości Maud, przytoczę notkę autorską jaką napisałem na książce. A muszę jeszcze zaznaczyć, że książki moje sam wydawałem i są raczej w niszowym nakładzie. Jakby ktoś był zainteresowany to w tej chwili mam tylko jeden egzemplarz i mogę go wysłać, ale mogę dodrukować lub wysłać w pliku, po skontaktowaniu się ze mną, ale może na razie zapoznacie się z tym co tutaj pokazuję.

      "Akcja opowieści dzieje się w latach 60-tych XX w. wśród pól, lasów i jezior środkowej Polski. Przygody Mirka i Joli, pary sympatycznych kuzynów na wspólnych wakacjach u rodziny na wsi. Opisy pracy przy żniwach, jak również ich szczęśliwe dni pełne radości i zabaw u kochanej cioci i jej pięknego ogrodu."





                          Spełnione wakacje

                                 Rozdział  I

                                POCZĄTEK


    Obudził go szum wiatru uginający gałęzie na drzewie. Liście łopotały jak żagle na łódce. Dość silny i częsty w tych stronach wiatr, dawał miły chłód rozpoczynającego się właśnie gorącego dnia. Promienie słońca przebijały się poprzez liście drzew do ogrodu. Rosa na trawie oznajmiała, że będzie śliczny dzień. Rozsunął zamek namiotu i wyjrzał na zewnątrz. Było rześko. W oddali słychać było odgłosy pracy na podwórzu gospodarstwa, po drugiej stronie domu. Tak, na wsi dzień zaczynał się wcześnie. Jeszcze zaspany wyszedł z namiotu. Rozejrzał się, ale tu w ogrodzie była senna atmosfera. Ciocia Alina jeszcze nie wstała, tak samo jak i jego kuzynka Jola. Kuzynka miała ten przywilej, że nocowała w domu. Ciocia uważała, że dziewczynce należą się większe względy.  A on Mirek, chłopak lat 11, może spać w namiocie w ogrodzie. Ale, żeby zrekompensować jemu warunki do spania, ciocia Alina pozwoliła wyłożyć posłanie w namiocie skórami, jakie miała. Nie chciała, aby było mu zimno w nocy. Do przykrycia dała mu kołdrę pikowaną prawdziwym pierzem. Namiot ustawiony był naprzeciw domu, pod wielkim starym i grubym klonem, z rozłożystymi konarami. Swą wielkością imponował w całym ogrodzie. Zasadzili go jeszcze poprzedni właściciele z czasów zaborów, na początku wieku lub może nawet wcześniej.
    W tamtym czasie, żyli tu, bowiem niemieccy osadnicy. To był czas ich panowania w Polsce na tych terenach. A że tereny te były piękne, więc przybywali tu za zezwoleniem ówczesnych władz germańskich by zasiedlać wsie zdobyte po rozbiorach Polski. Nowi przybysze wybrali tutaj na swe gospodarstwo tereny wśród polne z dala od wsi. Nie chcieli akurat być blisko polskich osad. Wieś Karolin była mało zaludniona – kilka zaledwie domostw, a i tak postanowili wybrać i założyć nowe gospodarstwo samotnie, na tzw. Niwie, kilometr od wsi. Teren na ich domostwo był prawie w równej odległości do następnej wsi Nowice tak, więc byli z dala od miejscowych ludzi. Widocznie chcieli być niezależni i samodzielni od Polaków. W pobliskich terenach wiele było takich samotnych niemieckich gospodarstw. Taką mieli mentalność, choćby dla przykładu, okolice jeziora Wiąży Magnackiej, gdzie nawiasem mówiąc Mirek i Jola bardzo lubili chodzić się kąpać. Obszary na wchód do Karolina były płaskie i równinne, natomiast w kierunku zachodnim do Nowic lekko faliste tzw. morena czołowa. W dali znajdował się las na wzgórzu zwanym Pawie Bory, gdzie też często dzieci z Niwy bawiły się. Na obie strony od Niwy rozciągał się piękny widok. Wiatr jak się rozpędził, to nie miał nigdzie żadnej przeszkody i trochę dawał się we znaki nowym przybyszom. Dlatego pewnie postanowili, że zasadzą dużo drzew wokół swojego gospodarstwa i dobrze zrobili. Osłonili się od wiatru tym sposobem. Ale to było już dawno. Sam dom ma napis 1902, to pewnie rok budowy. Obok po lewej stronie stoi stodoła, po prawej obora i stajnia, a z tyłu za podwórzem spichlerz. Obok stodoły jest kurnik. Przed domem rodzice cioci Aliny założyli duży ogród pełen kwiatów i krzewów, a pojedyncze drzewa dodawały jemu uroku. Obok ogrodu założyli warzywniak i sad pełen drzew owocowych, jabłoni grusz i czereśni. Do posiadłości prowadziła droga lekko skręcająca w prawo z głównej drogi pomiędzy wsiami Karolin i Nowice. Droga do domostwa była od strony ogrodu wysadzona wysokim żywopłotem z krzewów białego, bzu, co chroniło go przed wiatrem jak i cały dom. Posiadłość Niwy robiła wrażenie małego dworku. To piękny i uroczy zakątek z okazałym domem z przyległościami, a z przodu ogrodem pełnym kwiatów i właśnie okazałym drzewem – klonem, tak górującym nad całością. Mieszkają tu teraz dwie siostry. Jedna lat czterdziestu dziewięciu panna Alina Kruszynka i druga Julia Ziętarek lat czterdziestu trzech z mężem i dziećmi. Alina zajmuje pierwszą reprezentacyjną część domu składającego się z sieni, pokoju i kuchenki. Druga trochę większa, ale od podwórza, z kuchnią ze spiżarnią, łazienką, sienią i paroma pokojami. Jej rodzina jest dość liczna i prowadzi całe to gospodarstwo. Cały dom jest parterowy z piwnicą i strychem. ...c.d.n.